Lanzarote – miłość od pierwszego albo drugiego wejrzenia

Październik 26, 2017
Fuerteventura, Lanzarote

Nie od razu polubiłam Lanzarote. Pierwszy raz wylądowałam na wyspie w grudniu 2011. Miałam zastąpić rezydentkę, która nieoczekiwanie musiała wrócić do Polski. Czułam się niepewnie, bo nie nie zostałam właściwie wdrożona do przejęcia obowiązków, poza tym wizja spędzenia świąt bez rodziny przygnębiała mnie od samego początku kiedy tylko dowiedziałam się, ze lecę do pracy. Postawiłam sobie za cel, ze zobaczę i zwiedzę tu wszystko, co tylko się da, bo nigdy już tu nie wrócę. Lanzarote, choć nieduża, okazała się być pełna atrakcji. W ciągu półtora miesiąca bez trudu znalazłam sobie zajęcia na każdy dzień wolny czy wolne popołudnie. Zobaczyłam wszystkie plaże, co ciekawsze punkty widokowe, zaliczyłam obowiązkowe atrakcje, przeszłam również mniej popularne szlaki trekkingowe. Po sześciu tygodniach, kiedy pakowałam się w drogę powrotna, miałam poczucie dobrze wykonanej misji. Polubiłam to miejsce, choć za nim nie tęskniłam.

Ponownie okazja pracy na wyspie pojawiła się dwa lata później. Nie paliłam się specjalnie do tego pomysłu, ale nie dostałam tez lepszej propozycji, wiec ostatecznie zdecydowałam się wrócić. Ten drugi wyjazd to już zupełnie inne wrażenia. Zadomowiłam się na dobre, nie chciało mi się stamtąd wracać. W sumie z krotka przerwa ten drugi pobyt potrwał prawie dwa lata. Pracowałam, nawet dość intensywnie, ale przede wszystkim żyłam tam. Costa Teguise, w którym mieszkałam, stało się moim nowym domem. Nauczyłam się hiszpańskiego, poczułam się pewniej, z przyjemnością pokazywałam gościom „moja wyspę”. To samo miejsce, dwa zupełnie skrajne wrażenia. Dlaczego tak się stało- nie wiem. Jeśli mieliście okazje odwiedzić kiedyś wyspę wulkanów, napiszcie, jakie emocje wam towarzyszyły w czasie tej wizyty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Rico Canarias- wycieczki fakultatywne Fuerteventura